Zmiany w Ordynacji podatkowej od 1 października: Koniec z biurokratycznym absurdem, fiskus idzie na rękę firmom

Katarzyna Rzymowska
Prawo
opublikowano: 2026-09-24 10:47

Zmiany w Ordynacji podatkowej, które wchodzą w życie od pierwszego dnia października, to długo wyczekiwana, mała rewolucja dla tysięcy przedsiębiorców oraz biur rachunkowych. Mniej formalności przy korygowaniu błędów, zupełnie nowe i łatwiejsze procedury ratunkowe dla firm w kryzysie oraz podniesione limity kwotowe to tylko wierzchołek góry lodowej. Zastanawiasz się, w jaki sposób te nowelizacje wpłyną na stan twojego firmowego portfela i codzienne funkcjonowanie twojego przedsiębiorstwa? Odkryj z nami szczegóły nowych przepisów i przygotuj swój biznes na nadchodzące, znacznie bardziej przyjazne realia rynkowe.

Zmiany w Ordynacji podatkowej od 1 października: Koniec z biurokratycznym absurdem, fiskus idzie na rękę firmom 
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w lexlege.pb.pl
Subskrypcja

Łagodniejsze procedury podatkowe. Odwilż w relacjach na linii przedsiębiorca - urząd skarbowy

Przez lata polscy przedsiębiorcy narzekali na skrajny rygoryzm i bezduszność przepisów podatkowych. Urzędy skarbowe, choć z biegiem czasu stawały się coraz bardziej zdigitalizowane, wciąż opierały swoje działanie na archaicznych, sztywnych procedurach, które nie przystawały do dynamiki współczesnego biznesu. Nawet najdrobniejsza omyłka rachunkowa czy chwilowy zator płatniczy mogły uruchomić lawinę biurokratycznych konsekwencji. Nowelizacja przepisów, która zaczyna obowiązywać od początku października, stanowi wyraźny sygnał zmiany filozofii państwa. Nowe regulacje mają na celu przede wszystkim odbiurokratyzowanie kluczowych procesów, uelastycznienie podejścia do podatnika w trudnej sytuacji życiowej oraz odciążenie zarówno księgowych, jak i samych urzędników. To potężny krok w stronę budowy relacji opartych na zaufaniu i partnerstwie, a nie wyłącznie na kontroli i represji.

Nadpłata i korekta bez zbędnej "papierologii"

Jedną z najbardziej irytujących procedur w dotychczasowych przepisach był sposób odzyskiwania nadpłaconego podatku. Jeśli przedsiębiorca lub jego księgowy odkryli błąd w rozliczeniach z przeszłości, z którego wynikało, że zapłacono państwu zbyt wysoką daninę, konieczne było złożenie korekty deklaracji. Jednak sama korekta nie wystarczała, by odzyskać pieniądze. Podatnik musiał dodatkowo, na osobnym druku, złożyć formalny wniosek o stwierdzenie nadpłaty. Jeśli w ferworze codziennych obowiązków zapomniał o tym drugim dokumencie, korekta była przyjmowana, ale pieniądze zostawały na kontach urzędu, zawieszone w biurokratycznej próżni.

Od października ten absurdalny wymóg przechodzi do historii. Znowelizowane przepisy stanowią wprost: jeśli z prawidłowo złożonej korekty deklaracji wynika nadpłata, urząd skarbowy z automatu uzna ten fakt i przystąpi do procedury zwrotu środków lub zaliczenia ich na poczet przyszłych zobowiązań. Korekta sama w sobie staje się wystarczającym dowodem na to, że państwo powinno oddać pieniądze. Ustawodawca wprowadził jednak jeden bezpiecznik - w przypadku, gdy kwota nadpłaty przekracza dziesięć tysięcy złotych, podatnik będzie zobowiązany dołączyć pisemne uzasadnienie przyczyn dokonania korekty. Jest to proste, napisane własnymi słowami wyjaśnienie (np. "błędnie zaksięgowano fakturę kosztową z podwójną wartością"), które pozwala urzędnikowi szybko zweryfikować zasadność tak dużego zwrotu bez konieczności wszczynania skomplikowanych kontroli. Dla mniejszych kwot nawet takie uzasadnienie nie będzie już potrzebne.

Umorzenie podatku, czyli koło ratunkowe zanim zaczniesz tonąć

Kolejna niezwykle istotna zmiana dotyczy procedur oddłużeniowych, a dokładniej - umarzania podatków. Dotychczasowe przepisy tworzyły sytuację wręcz kuriozalną z punktu widzenia logiki biznesowej. Jeśli przedsiębiorca wiedział, że za kilka dni mija termin płatności wysokiego podatku, a on z powodu nagłej utraty płynności finansowej nie ma na to środków, nie mógł prosić urzędu o litość. Przepisy pozwalały na wnioskowanie o umorzenie wyłącznie w przypadku tzw. zaległości podatkowej. Co to oznacza w praktyce? Przedsiębiorca musiał z premedytacją poczekać, aż minie termin płatności, złamać prawo (nie płacąc w terminie), stać się oficjalnym dłużnikiem państwa, zacząć naliczać odsetki karne i dopiero wtedy mógł złożyć wniosek o pomoc.

Konsekwencje takiego stanu rzeczy były dla firm katastrofalne. Status dłużnika podatkowego automatycznie blokował możliwość uzyskania zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami. Bez tego dokumentu firma traciła szansę na start w przetargach publicznych, banki wypowiadały jej linie kredytowe, a duzi kontrahenci korporacyjni zawieszali współpracę. Państwo zmuszało więc uczciwego przedsiębiorcę w chwilowym kryzysie do biznesowego samobójstwa.

Nowe przepisy całkowicie odwracają tę logikę. Od początku czwartego kwartału podatnik będzie miał prawo złożyć wniosek o umorzenie podatku w całości lub w części jeszcze zanim minie termin jego płatności. Jeśli przedsiębiorca widzi na horyzoncie załamanie płynności, może działać proaktywnie i negocjować z fiskusem warunki zanim stanie się dłużnikiem. Oczywiście, urząd nadal będzie badał, czy w sprawie zachodzi "ważny interes podatnika" lub "interes publiczny" (czyli na przykład nagłe zdarzenie losowe, pożar, powódź, czy zerwanie kluczowych łańcuchów dostaw), jednak sama możliwość podjęcia dialogu z urzędem z czystą kartą jest gigantycznym ułatwieniem.

Wyższy limit zapłaty za kogoś - koniec z rodzinnymi absurdami

Prowadzenie mikrofirmy to często wysiłek całej rodziny. Zdarzają się sytuacje kryzysowe - przedsiębiorca trafia do szpitala, wyjeżdża w miejsce bez zasięgu, albo po prostu jego konto firmowe ulega chwilowej blokadzie technicznej. Wtedy do akcji wkracza małżonek, partner życiowy lub rodzic, który ze swojego prywatnego konta robi przelew do urzędu skarbowego, aby opłacić podatek za członka rodziny. Do tej pory prawo podatkowe podchodziło do takich sytuacji niezwykle rygorystycznie. Urząd uznawał zapłatę podatku przez osobę trzecią tylko wtedy, gdy kwota nie przekraczała tysiąca złotych. Jeśli żona zapłaciła za męża tysiąc pięćset złotych podatku dochodowego, urząd twierdził, że zobowiązanie nie zostało uregulowane. Pieniądze żony "wisiały" jako nierozpoznana wpłata, a na koncie firmy męża rosła zaległość i odsetki za zwłokę.

Ustawodawca wreszcie dostrzegł, że limit ustalony wiele lat temu, w dobie galopującej inflacji i rosnących obciążeń, przestał być jakkolwiek adekwatny do rzeczywistości. Od października limit zapłaty podatku przez inną osobę zostaje drastycznie podniesiony i wynosić będzie pięć tysięcy złotych. To kwota, która w zupełności pokrywa miesięczne zaliczki na podatek dochodowy czy zobowiązania z tytułu podatku VAT zdecydowanej większości małych i średnich działalności gospodarczych. Ta prosta zmiana zaoszczędzi tysiącom osób niepotrzebnych nerwów i czasochłonnych wyjaśnień przed okienkiem w urzędzie.

Ulga dla księgowych, czyli koniec z krajowym MDR i większe korekty z urzędu

Ostatnie lata to dla biur rachunkowych czas nieustannego stresu związanego z raportowaniem tak zwanych schematów podatkowych (MDR). Były to przepisy zmuszające do informowania urzędu o wszelkich legalnych optymalizacjach podatkowych. System ten był tak skomplikowany, że księgowi bali się kar i raportowali niemal każdą standardową czynność biznesową, zasypując urzędy tonami niepotrzebnych dokumentów, takich jak formularze MDR-2. Od października ten koszmar dobiega końca w odniesieniu do działań wyłącznie na terenie naszego kraju. Obowiązek raportowania zostaje ograniczony niemal wyłącznie do schematów transgranicznych (międzynarodowych). Zniesiony zostaje również uciążliwy obowiązek posiadania przez mniejsze firmy formalnej, wewnętrznej procedury MDR, co stanowi potężną ulgę administracyjną.

Dodatkowo, z pięciu tysięcy do dziesięciu tysięcy złotych rośnie limit dla tak zwanej korekty z urzędu. Oznacza to, że jeśli urzędnik w trakcie weryfikacji deklaracji zauważy ewidentny błąd rachunkowy (np. przestawienie cyfr), który wpływa na wysokość podatku o kwotę nie wyższą niż dziesięć tysięcy złotych, będzie mógł samodzielnie poprawić ten błąd. Podatnik nie będzie wzywany do urzędu celem złożenia osobistych wyjaśnień, co znacznie przyspieszy obieg dokumentów i oszczędzi czas obu stronom.

Krok we właściwym kierunku

Wprowadzane jesienią zmiany w prawie podatkowym to bez wątpienia powiew świeżego powietrza dla całego sektora przedsiębiorstw w Polsce. Zmniejszenie biurokracji w obszarze korekt deklaracji, uelastycznienie zasad płatności przez osoby trzecie oraz, przede wszystkim, umożliwienie podejmowania rozmów o restrukturyzacji zadłużenia zanim stanie się ono faktycznym problemem, dowodzą ewolucji w podejściu aparatu państwowego do obywateli. Oczywiście, nowe przepisy nie rozwiązują wszystkich bolączek polskiego systemu podatkowego, który wciąż pozostaje jednym z najbardziej skomplikowanych w Europie. Niemniej jednak każda inicjatywa, która zdejmuje z barków przedsiębiorców ciężar niepotrzebnych formalności i pozwala skupić się na tym, co najważniejsze, czyli na rozwijaniu własnego biznesu, zasługuje na wyraźne uznanie. Warto potraktować te ułatwienia jako impuls do jeszcze lepszego zarządzania firmowymi finansami, wykorzystując dostępne narzędzia prawne do budowania bezpiecznej i stabilnej przyszłości swojego przedsiębiorstwa. Czas, który do tej pory marnowano w kolejkach i na wypełnianiu dziesiątek zbędnych druków, wreszcie można zainwestować w innowacje i obsługę klientów.

OŚWIADCZENIE:

UWAGA: Niniejszy artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi on porady prawnej. W celu uzyskania wiążącej interpretacji i oceny Twojej indywidualnej sytuacji, skonsultuj się z profesjonalnym prawnikiem lub radcą prawnym.